Wrzuć monetę

Może by dziś opisać zwyczajność. Normalność. Obojętność. Matematycznie ujmując to średnia z ostatnich zarejestrowanych poziomów hormonów oraz ustalonej czułości receptorów radości i smutku. Im silniej naciągnięta guma radości tym boleśniejsze odreagowanie i huśtawka przywracająca równowagę. Nie ma nic za darmo. Truizm. Wrzuć monetę do automatu szczęścia. Co w przypadku gdy kieszeń pełna grosza? Przesterowanie, przedawkowanie bodźca prowadzi do ustalenia odporności i zobojętnienia nań. Co za dużo to niezdrowo. Kolejna prawda wyssana z mlekiem matki. Jak coś lubimy może warto celebrować i świadomie to sobie ograniczać by późniejsza satysfakcja była większa. Wytęsknione receptory jęczą z rozkoszy. Znów naciągamy gumę. Wielka radość. Na chwilę.

 

Acrobat

Ryzykanci z nas. Naprawdę. Wszyscy. Na początku nie rozumiemy. Później zapominamy o emocjach pierwszego nieporadnego kroczku, gdy pozostawialiśmy bezpieczną przystań krzesła czy łóżka. Z początku trudno zawierzyć zmysłom, zaufać własnemu ciału. Później wkracza rutyna. Są wśród nas tacy, którzy pojmują misję dosłownie rozwijając umiejętność ryzykownego balansowania pośród drapaczy chmur czy nad Wielkim Kanionem. Wielu z nas zainspirowanych dobrymi wynikami coraz dalszych odkrzesełkowych podróży zaczyna rozumieć.  Ryzyko jest jak ocean w którym pływamy. Każdy życiowy krok dosłownie i w przenośni może zwieńczyć upadek lub laur na skroni. Sprawne mięśnie, bystre oczy, posłuszny błędnik determinują sukces codziennej rutynowej bieganiny. To wie każdy. Ale co z sukcesem? Czy to szczęście, może silna psychika, a może właściwe miejsce i czas… Pieron wie … jakaś antycypacja? Jak nauczyć się ryzykować? Jak odejść z bezpiecznej przystani we wzburzone morze małych i dużych życiowych decyzji bez zbytniego popijania gorzką mądrością? Trudno znaleźć jednoznaczną receptę. Wszystko wskazuje, że jest to efekt synergii. Aby uczynić ten jeden krok w przestrzeni, musi harmonijnie pracować w naszym ciele około 200-600 mięśni. Ryzykujemy ze świadomością i ufnością, wiedząc, że mięsna orkiestra gra w jednym rytmie, realizując jeden cel. Kolejny krok stał się historią. Analogicznie odpowiednia mikstura wiedzy, inteligencji, doświadczenia, asertywności, odwagi i BÓGWIECZEGOJESZCZE,  daje pewność siebie i odwagę pozwalającą oszacować i podjąć ryzyko  by w efekcie „zaczarować” ten świat magią sukcesu i szczęścia.  … a przegranych gryzą psy ;-)

Terapia objawowa

Człowiek XXI wieku – oderwany od przyrody, znajomych, drobnych codziennych przyjemności, harujący bez końca, bez widoku słońca w zatrutym, zatłoczonym środowisku. Myśliwy tropiący nałogowo komórki, mp-trójki, plazmy czy samochody. Ciągle niespełniony.
Myślą już nad tym. Co jeśli po podaniu leku przestaniemy zauważać swoją sytuację i poznamy smak prawdziwego szczęścia ?
Niższa pensja – RADOŚĆ,
Podwyżki – RADOŚĆ,
Choroba – RADOŚĆ.

Szczęśliwy nieszczęśliwy człowiek.

2+2=

Czy istnieje recepta na powodzenie i szczęście w małżeńskim stadle? Któż miałby ją przepisać ?  Łącząc się w pary powstaje między nami niepowtarzalna chemia, której żadne zewnętrzne siły ogarnąć nie są w stanie. To co dzieje się między dwojgiem ludzi jest tak unikalne… W związku tworzymy swoją własną mikro-historię – miłosno-wojenną pełną podbojów, zwycięstw, klęsk i rozejmów. Jakże podobną do tysięcy innych ale … nie do końca.  Każdy z nas czuje inaczej, ma inny system wartości. Dodatkowo w parze obdarowani jesteśmy podwójnie: w zdwojone słabości ale i w zdwojoną siłę. Najcenniejsze to umieć odnaleźć źródło siły i nie pozwolić zdominować się słabościom i egoizmowi. Niepowtarzalne trudno jest opisać regułką. Każdy musi napisać ten wzór sam. Właściwe trzeba pisać go codziennie na nowo uzupełniając zmienne i wyjaśniając niewiadome. Wszelkie pomyłki w dodawaniu i pierwiastkowaniu karane są surowo. Jedno jest pewne – na pewno nie poznamy recepty na sukces czytając kolorową makulaturę.
Schematy nie ogarną…