Acrobat

Ryzykanci z nas. Naprawdę. Wszyscy. Na początku nie rozumiemy. Później zapominamy o emocjach pierwszego nieporadnego kroczku, gdy pozostawialiśmy bezpieczną przystań krzesła czy łóżka. Z początku trudno zawierzyć zmysłom, zaufać własnemu ciału. Później wkracza rutyna. Są wśród nas tacy, którzy pojmują misję dosłownie rozwijając umiejętność ryzykownego balansowania pośród drapaczy chmur czy nad Wielkim Kanionem. Wielu z nas zainspirowanych dobrymi wynikami coraz dalszych odkrzesełkowych podróży zaczyna rozumieć.  Ryzyko jest jak ocean w którym pływamy. Każdy życiowy krok dosłownie i w przenośni może zwieńczyć upadek lub laur na skroni. Sprawne mięśnie, bystre oczy, posłuszny błędnik determinują sukces codziennej rutynowej bieganiny. To wie każdy. Ale co z sukcesem? Czy to szczęście, może silna psychika, a może właściwe miejsce i czas… Pieron wie … jakaś antycypacja? Jak nauczyć się ryzykować? Jak odejść z bezpiecznej przystani we wzburzone morze małych i dużych życiowych decyzji bez zbytniego popijania gorzką mądrością? Trudno znaleźć jednoznaczną receptę. Wszystko wskazuje, że jest to efekt synergii. Aby uczynić ten jeden krok w przestrzeni, musi harmonijnie pracować w naszym ciele około 200-600 mięśni. Ryzykujemy ze świadomością i ufnością, wiedząc, że mięsna orkiestra gra w jednym rytmie, realizując jeden cel. Kolejny krok stał się historią. Analogicznie odpowiednia mikstura wiedzy, inteligencji, doświadczenia, asertywności, odwagi i BÓGWIECZEGOJESZCZE,  daje pewność siebie i odwagę pozwalającą oszacować i podjąć ryzyko  by w efekcie „zaczarować” ten świat magią sukcesu i szczęścia.  … a przegranych gryzą psy ;-)