W kupie siła

Najszybsze na świecie?
Gepard? – Nie.
Bugatti Veyron? – Nie.
Karabinowa kula? – Nie.
Może prom kosmiczny? – Nie.
Podpowiem – osiągają przyśpieszenia rzędu 20 000 – 180 000G  !!!!
To Spiderman! – Też nie.
Nie. Nie. Nie. Nie zgadniesz.

To … grzyby ! – tak , tak a dokładnie ich zarodniki. Organizmy wzrastające w końskich odchodach.
W kupie siła.


http://www.thenakedscientists.com/HTML/content/news/news/1469/

Miałem sen

Świat, wszechświat, wszechrzecz jako wstęga mobiusa? Nieskończona w swej skończoności. Czasoprzestrzeń zredukowana do kawałka. Fragmentu. Sampla zapętlonego i odgrywanego za każdym powtórzeniem z innym skreczem. Boski DeeJey w twórczym szale, tworzący kolejne warianty nieskończonego loopa. Improwizujący i tworzący na bieżąco wszechświat, nasz świat, naszą rzeczywistość. Z punktu widzenia maluczkich postrzeganą na codzień jako feerią barw mieniący się, nieskończony fraktal, tworzący nowe generacje, pokolenia czasoprzestrzeni, podobne i pokrewne, ale jednak inne.
Czasoprzestrzenny Dzień Świstaka ?

Goście, goście.

Kopiemy kilometry okopów, rozciągamy zasieki, budujemy barakady. Bierzemy udział w wojnie. Wielu tak pochłonęły działania obronne, że zapominają zapytać.  Z kim ta wojna ? Kiedy i o co ? Jakie są reguły i konwencje, kto i czy wogóle je ustanowił ?  Przyjmujemy bez namysłu zastane opowieści i teorie za pewnik, nie kontestując nie analizując.  Paf, paf, paf. Rattaata – walimy na oślep. Ofensywa za ofensywą, partyzantka i wielkie kampanie.  Generałowie rozdają błyszczące ordery, a szeregowcy salutują. Wszystkie chwyty dozwolone. To wojna.  Wrzuceni w wojenny tygiel marnujemy czas na szamotaninę i tymczasowe rozwiązania łudząc się, że są pewne, że dadzą oparcie, stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Poczucie chwilowe, złudne i odwracające uwagę od meritum. A osobisty wynik tej wojny każdy z nas zna. Dni są policzone. Mimo tej świadomości większość z nas zamiast wykorzystać dany krótki czas na próby i usiłowania rozwiązania zagadki, znalezienia odpowiedzi na podstawowe pytania, poświęca wiekszość swej służby na beznadziejnym okopywaniu się. Wasz czas się kończy pora na kolejny rocznik… Tik, tak, tik, tak…

Flood

Miliony informacji.  Tony audiobooków. Stosy analiz. Miliony maili. Tysiące znajomych na portalach. Gigabajty mptrójek.
Za dużo.
Bombardowani ze wszystkich stron bodźcami tak naprawdę nie czujemy niczego. Informacyjny skowyt tworzy jazgotliwą bełkotliwą kakafonię, której wiodące akordy niosą brzask kolejnej sensacji. Ogrom potencjalnych możliwości dostępu do różnorodnych form medialnych to pozór. Nikt nie przepłynie tego bezkresnego oceanu. Można zanurzyć stopę, przepłynąć 100 metrów i wrócić do brzegu.
Śmiałkowie, którzy opowiadają, że im się udało, że dali radę to bezczelni kłamcy. Popili słonej wody i tyle.  Szybko i niechlujnie, byle jak, pobieżnie, po łebkach. Fragmenty, wyrywki, składanki, plotki, streszczenia. To tylko niektóre formy obrony przed informacyjnym tsunami. Skupienie i zaduma, rozmyślanie i analiza? Na informacyjnej taśmie produkcyjnej, gdy sieć wypluwa co sekundę miliony gigabajtów prosto w twarz – niemożliwe. Chlust – płynie nowa fala. Powódź. Nowe przeboje, nowe fakty, nowe, nowsze, najnowsze.
Przesycenie oznacza pustkę.
Jesteś samotnym rozbitkiem z łyżeczką ciekawości w ręku pośrodku medialnie szumiącego oceanu.

Nobody’s perfect

Życie to szkoła akceptacji niedoskonałości. Czyżby nauczycielem był czas, a zeszytem (w szerokie linie) doświadczenie?   Niedoskonałość – to pełnia doskonałości? To ten nasz święty Graal?  Czy tego przez te wszystkie lata mieliśmy się dowiedzieć? Zaakceptować wszelkie porażki, ułomności, straty  i przekuć je w blask zwycięskiego Excalibura? Wiara w kulawą doskonałość receptą na szczęście? Nobody’s perfect – mottem ludzkiego gatunku? Być może.
Przy każdym łyku dobrego zimnego piwa z goryczką będę pamiętał, że słodkie,lekkie i przyjemne nie zawsze znaczy dobre.
Podejrzewam, że wytrawny adept szkoły akceptacji mrozi w zamrażalniku gorzką żoładkową i nuci pod nosem refren starego przeboju „Goryczkowego miłego życia…”*

* parafraza znanego z lat 80-ych ubiegłego wieku przeboju grupy Kombi – „Słodkiego miłego życia”

Pozory mylą

O tym, że charakter charakteru odmienny od charakterystyki – czyli niedowartościowany, wewnętrzny grubas rządzi światem.

Powłoka cielesna. Właśnie – powłoka ! Może właściwie -  pokrowiec, futerał?  Wielu z nas pewnie nigdy nie zadawało pytania: Jaki właściwie naprawdę jestem? Czy mój charakter da sie fizycznie zwizualizować? Może kiedyś ktoś zbuduje charakteromaterializator i odsłoni nam nasze prawdziwe oblicza. Nasze fobie, lęki, wady i przyzwyczajenia skąpią się po raz pierwszy w promieniach słońca. Skrywane skrzętnie kształty połechta wiosenny wietrzyk. Czy zmaterializowane charaktery zmieszczą się w dotychczasowe ciuszki ? Czy będą równie piękne i powabne jak dotychczasowe starannie pielęgnowane zewnętrzne powłoki ? A może na pierwszy plan wyjdą pryszcze, fałdy i przygarbione plecy ? Kompleksy cieżkiej wagi w chwilowym przypływie szczerości wykrzyczą prosto w oczy całemu światu.
Jestem XXXXL !!!

Irena Kwiatkowska 1912-2011

Z wywiadu dla Rzeczpospolitej udzielonego Krzysztofowi Feusette.

WRÓBLE Obok mojego domu jest malutki ogródek. Tam się bawią dzieci, a przy nich podskakują wróble. Dzieci przeważnie jedzą bułki, lecą okruszki, a wróble podlatują, by się pożywić. To dla mnie bardzo piękna scena. Lubię też patrzeć na drzewa. Kiedy jest wiatr -myślę sobie: czy to on porusza drzewami, czy to może one wywołują wiatr?