Zlęknieni

Rodzimy się i już na samym początku dostajemy potężne ideologiczne wsparcie.  
” Dziecko, jakiż to ma sens ?
Synu, nie wiem po co to wszystko !
Córeczko, nie wiem gdzie tak naprawdę jesteśmy !
Chłopaki, nie wiem kim jesteśmy.
Dzieci moje drogie – ta kapryśna skała pod nami to nasze jedyne oparcie. ”
Reakcja ? – Rozgoryczenie, dezorientacja i poczucie bezsensu. Cudnie. Po prostu cuuuuuuudnie.
Zachęta do życia jak sto pięćdziesiąt. Kop motywacyjny. W perspektywie kilkudziesięcioletnie główkowanie: Po co, po co, poco, pocopoco, pocopocopoco…
I te marne kilkadziesiąt dużych cykli dane każdemu przeciwstawione ogromowi zagadki. Czy nasza cywilizacja kiedykolwiek zbliży się do jej rozwiązania ?
Dziś jesteśmy tak samo daleko od odpowiedzi jak setki tysięcy lat temu.
Jesteśmy zagubieni.
Dzieci nie lubią być zagubione … Dzieci chcą odpowiedzi.
Chcą bezpieczeństwa.
Trzeba było wymyśleć coś bardziej strawnego. Coś co ukoi ducha, pozwoli zająć się codziennością, coś co odwróci uwagę od czającej się wokół grozy. Coś co skanalizuje i uporządkuje.  Coś co pokaże naszą sytuację w bardziej optymistycznych barwach.
Legenda.
Musieliśmy ją wymyślić. Dzieci dzieciom. Legenda, a właściwie legendy stały się fundamentem naszej cywilizacji. Systematyzowały, wyjaśniały i tłumaczyły świat.
Bajki. Uwierzyliśmy w bajki. Okłamaliśmy się.
Dla świętego spokoju.
Okłamaliśmy się aby nie zwariować, aby móc przeżyć te kilkadziesiąt lat z
poczuciem sensu i własnej wartości. Aby przekazać te wartości następnym pokoleniom. Krucha stabilizacja i złudne poczucie bezpieczeństwa za cenę kłamstwa.
Dziś instytucje bajkopisarskie pilnują wierności bajek, bajko-funkcjonarusze, zachęcają i przestrzegają, zapewniając znacznemu procentowi społeczeństwa spokojny sen w wyimaginowanej pościeli.
Pewnie wielu czasami z nienacka rozbłyskuje w głowie iskierka niepokoju.
Przewracamy się na drugi bok i …
…rano do pracy, dzieci do szkoły, zakupy, popłacić rachunki….
…dopiero poniedziałek…

Król jest nagi.

Na pewno

Oczywiste. Jednoznaczne. Pewne.
Te słowa powinny być zakazane. Powszechne, zwykłe, używane na co dzień. To prawdziwe wytrychy służace manipulacji i kształtowaniu obrazu rzeczywistości. Upraszczają życie, rozleniwiając umysłowo, pozwalając nurzać się w oceanie samozadowolenia bez fal wątpliwości i pytań. Umiejętnie używając tych słów, jak w krzywym zwierciadle, uwypukla się elementy pożądane, skrywając te niewygodne. Te słowa lansują idee, ludzi,  mody, produkty.  
Rozumiem – bez selekcji i syntezy oraz upraszczania nie dałoby się żyć. Mózg przegrzewałby się co rusz, zmysły wariowałyby od nadmiaru informacji, a kolejny krok byłby niezmierną  udręką.  Niestety zbawienny w codziennych okolicznościach mechanizm „prasowania rzeczywistości” wykorzystywany jest właśnie w celu tworzenia aktualnej wizji świata i tym samym kierowania ludźmi. Wykorzystuje się brak refleksji, brak chęci do zgłębiania wiedzy o mechanizmach świata, pomocne w tym procederze są też wąskie specjalizacje zawodowe.
Jak się bronić ? Ciężko.
Na drodze stoi lenistwo, brak czasu i ograniczenia kognitywne.
Można próbować zmieniać skalę obserwacji, stawiać się w pozycji swego interlokutora, rozwijać liczne hobby czy dowolnie poszerzać wiedzę. Zagłębiając się w temat, czy sytuację okazuje się że oczywistość przekształca się w różnorodność dylematów, jak czarno-biały szkic nabierający kolorów impresjonistycznego Renoira. A kolorów i odcieni są miliony, miliardy, biliony …
Jak ogarnąć tęczę ?
Jedno jest pewne „tęczowym” o wiele trudniej wznieść okrzyk nienawiści czy rękę z kamieniem przeciwko drugiej osobie.

Ciekawe czy tak samo będzie w fizyce którą tak często podpieramy się w życiu codziennym ? Czy w miarę zagłębiania się w strukturę „materii” nie okaze się że plusy są też mniej lub bardziej „ujemne” a minusy naładowane są także „dodatnio” ?
W kosmicznej skali też pewnie z daleka wszystko się „prasuje”  ?
Wyjdziemy kiedyś z  teleskopami ze swej mikro-norki i obejmiemy nimi to co dziś nieobejmowalne. 
Kiedyś z daleka rozpoznamy tajemniczy obraz który tworzą wszystkie gwiazdy i galaktyki:

Stanie się OCZYWISTE.

Kocha nie kocha… ugryźć trzeba.

Polska to nie ogórkowa. Państwo to złożony twór. Procesy, sytuacje, miejsca, zdarzenia w czasie. Mieszko I, Wawel, Grunwald, Targowica, Rozbiory,  II RP, Polska Walcząca, to wreszcie UB i Solidarność. To Okrągły Stół i rynkowe realia po 1989 roku. To wreszcie biurokracja i bandyckie fotoradary. To dziurawe drogi, sąsiedzi i pani za ladą w sklepie.
Z pewnych zdarzeń w historii naszego kraju jestem dumny. Niektóre napawają mnie mieszanymi uczuciami czy wręcz odrazą.
Podobnie jest z naszym przaśnym tu i teraz. 
Mamy równie wiele powodów do radości i dumy, jak i powodów do troski rzeczami wymagającymi naprawy. Te negatywne zdają się przyćmiewać pozytywy fałszując prawdziwy obraz. A cieszyć się jest z czego.
Tu i teraz -
Kocham mój kraj za czas bez wojny.
Kocham mój kraj za niebo bez tajfunów i huraganów, morze bez tsunami i góry bez wulkanów i trzęsień ziemi .
Kocham mój kraj za piękne dziewczyny.
Kocham mój kraj za dającą nadzieję wiosnę, słoneczne lato, złotą jesień i białą mroźną zimę.
Kocham mój kraj za historię pełną wspaniałych kart.
Kocham mój kraj za postawę pokoleń Polaków, gdy przez te wszystkie straszliwe lata nie tracili nadziei w niepodległą Polskę.
Kocham mój kraj za PR. III Polskiego Radia.
Kocham za „Dziwny jest ten świat” Niemena, za Osiecką.
Kocham mój kraj za kolędy.
Kocham mój kraj choć czasami mam dosyć.
Dosyć głupoty, egoizmu i krótkowzroczności rządzących, dosyć codziennej agresji i kłótni, dosyć cwaniactwa i oszustwa, dosyć…, dosyć…, dosyć ….

Kocham mój kraj.

Tożsamość

Zanurzeni w oceanie bezsensu, chwytamy się każdej, choćby tak nikłej jak migocząca w słońcu nić babiego lata szansy na odnalezienie skrawka lądu. Lądu złudnej stabilizacji i bezpieczeństwa. Uzbrojeni w pokaźny pęk pajęczych nici nadziei próbujemy z nich tkać ochronną zbroję chroniącą nas przed emanacją tego co rzeczywiste. Chronieni usztywniamy postawy, sprowadzamy ścieżki myślowe na manowce utartych schematów. Tak bezpiecznie, tak dobrze. Zaślepienie dnia powszedniego to cena, którą każdy z nas musi zapłacić za pozorny spokój ducha. Mówimy: – odnaleźliźmy w życiu sens,  – mamy po co żyć, -spełniamy się. 
Bzdura.
To tylko pozory. Dekoracja. Wyobrażenie o świecie które każdy od urodzenia tworzy we własnej głowie i w której to fantasmagorii jak w kokonie próbuje dotrwać do końca swych dni. W oczekiwaniu na …
Mimo ogromu, włożonego w samookłamywanie wysiłku, mały wiertaczek wciąż świdruje pod skórą pytaniem.
Ja, ty ,my, wy – jesteśmy tylko kosmitami. Zesłano nas ?
Kosmici na obcej planecie w wielkim zimnym kosmosie. Nie wiemy KTO. Nie
wiemy GDZIE. PO CO ? Może ZA CO ? Na jak DŁUGO ? Wiele pytań.
Prowadzimy
swoje własne małe prywatne śledztwa. Przystosowujemy się. Wtapiamy.
Obserwujemy. Rozglądamy się. Tworzymy teorie. Przy śniadaniu i przed snem.
Próbujemy rozwiązać nierozwiązywalne. Naiwnie liczymy że w kopniętej kupce
jesiennych liści znajdziemy odpowiedź na zagadkę której tu i teraz nie
sposób znaleźć. Kolejne próby
samodyscypliny, klatka powszednich rytuałów czy wreszcie pogoń za
kolejną idee fix, są niczym więcej niż próbą okiełznania i nadania
sensu kolejnemu dniu. Na krócej lub czasami na dłużej udaje się zaćmić
umysł, kolorowym mirażem oszukać pytającego natręta. Rzeczywistość jawi
się jakaś taka przyjaźniejsza. Zesłanie staje się prawdziwym domem, a
ułuda sensem życia. Czasami tylko zdarzają się przebłyski – chwile w
których boleśnie uświadamiamy sobie upływ czasu i coraz dotkliwszy brak
odpowiedzi na podstawowe pytanie.