Robak

Największe marzenie ludzkości od wieków czeka na realizację. Naukowcy obudowani coraz grubszymi  pancerzami wiedzy toczą przez stulecia boje z chorobotwórczymi mikrobami oraz procesami starzenia, oferując masom lepszy komfort przedłużającego się z pokolenia na pokolenie życia. Równolegle Zmartwychwstały wskazuje swoją religię jako atrakcyjne rozwiązanie największego problemu naszej egzystencji. Wypełniając boskie nakazy  można oczekiwać adekwatnej wypłaty. Czek bez pokrycia na wieczne życie nęci. Nastąpi pewnie taki czas gdy technologia pozwoli wybranym jednostkom na kontynuowanie egzystencji bez końca… Czy nieśmiertelni otoczeni aurą boskości awansują do niebiańskiego panteonu? Może nasza religia pozbawiona głównego motywatora stanie się nieatrakcyjna i pusta jak wielkanocna wydmuszka? Co prawdopodobne może kolejny raz przearanżujemy i zmodyfikujemy religijną perspektywę, by znaleźć nową atrakcyjną pożywkę dla głodu wiary i nadziei.

Mam to w chmurze

Każdy z nas ma w tym świecie awatara. Włosy, spojrzenie, uśmiech. Szczotkowanie loczków, mycie zębów, karmienie. Jeszcze zawiązać sznurówki. Laleczka gotowa do wyjścia. Futerał bez znaczenia. Czy naprawdę? Bagaż doświadczeń każdej i każdego z nas, wiedza i mądrość zanurzone w bezkresnym oceanie uczuć, potrzebują ekspresji. Poznając drugą osobę widzimy mizerną lub efektowną fasadę. Kukiełka mrugnie, pacynka dygnie. Na zapleczu mogą tlić się koszmarne ruiny lub może rozkwitać feerią barw rajski ogród myśli i wrażeń. Patrząc w tunele oczu próbujemy odgadnąć co siedzi w chmurze znajomka czy kumpeli. Poezja czy literatura stworzone przez bliźniego pozwalają odsłonić rąbek chmury, w której się kokosi. W większości codziennych przypadków jesteśmy niestety zdani na pozory. Ruletka spojrzeń, poker póz. Awatar musi wystarczyć za wizytówkę całego „księgozbioru” trzymanego w indywidualnej chmurze. Futerał oczywiście ma znaczenie. Tragedia wchodzi na deski teatru życia, gdy za pachnącą i wykwintną wizytówką czai się nicość czarnej dziury.

Żyzna gleba myśli zrodziła kilka ciekawych tytułów: „Skoczek”, „Chcemy być teraz”, „Zboczeni”, „Majtkowa gumka świadomości”, „Za szybcy za wolni” czy „Metr jaźni pod kilem”. Wszystkie te nazwania ładnie zebrane tworzą gustownie swoistą synergię dając Tobie Czytelniku wstępny pogląd na tematykę dzisiejszego wpisu. Przeciągamy linę. Kierując swe myśli ku przyszłości, przesuwamy czerwoną szmatkę zawiązaną gdzieś w połowie sznura poza obszar  „tu i teraz”. Podobnie ma się ze wspomnieniami. Do przodu i do tyłu to nie jedyne kierunki. Skoncentrowanie się na problemie i usilna próba jego rozwiązania powoduje naciągnięcie liny „w bok” od rzeczonego obszaru. „Oddalenie” w górę przywołuje szerszy obraz rzeczywistości splatając w uścisku uogólnień przeszłość, przyszłość i teraźniejszość.  Maksymalne przybliżenie pozwala jednostce koncentrować się nad bieżącą chwilą, delektować się każdym bodźcem fabrykowanym sprytnie przez  zmysły. Rosa spływająca po liściu, czy powiew pierwszego ciepłego wiosennego wietrzyka na twarzy. Ooooo taaak. Każdy poranek niczym niezłomny herold ogłasza nowe zawody. Drużyny z odległych zakamarków umysłu ciągną liny prężąc podlane neurotransmiterami i hormonami mięśnie neuronów. Pośrodku Ty próbujący nawoływać nieśmiało do utrzymania pozycji „tu i teraz”. Hej-raz, Hej-dwa. Drużyna z przeszłości ciągnie dziś zdecydowanie najsilniej.

Hej smutasie! Przeszłość przecież lśni magią ówczesnych podbojów, ocieka sepią delikatnej nostalgii. To historie z rękawa i najlepszy nauczyciel. Jak śpiewał Bogusław Mec gdy zbliży się nasz fin de siecle warto odkurzyć zakamarki szafy wspomnień. Wewnętrzne kino zaprasza na unikalny i niepowtarzalny w skali wszechświata seans. To Twój i tylko Twój film. A cóż to? Po drugiej stronie korytarza jasne światełko w tunelu. Przyszłość. Lęk. Napięcie… Może… A gdzie matka nadzieja? Plany i projekty? Może wykuwane w skrytości sny o potędze? Wreszcie marzenia i fantazje. Czysta wolność. Znalazłem już chyba tytuł dla tego wpisu.

„Tu i teraz?”

Free doom

W okolicy pachniało słodyczą beztroskich konwalii. Napływające zewsząd zmysłowe sygnały tworzyły unikaną, osobliwą  aurę. Nic gwałtownego. Szereg małych, niedostrzegalnych nawet kącikiem oka zmian. Byle nie obudzić strachu. Byle nie spłoszyć. Byle-nie-spłoszyć. Powolutku. Proces ma czas. Zmiany, nawet drastyczne, w tym tempie będą akceptowane. Przecież wszyscy chcą marzeń. Podstawmy im pod nos. Niech czerpią pełnymi garściami. Do mdłości. Wolność przede wszystkim. Przed kompem, tabletem czy komórką. LCD pulsuje w żyłach. Będzie to … przyjemne. Zjeść i mieć. Zazgrzytało nieprzyjemnie i …spodziewanie. W zakamarkach zakamarków synaps szarej istoty, właściwie z niebytu pojawiły się ziarna wątpliwości. Przecież …logika! – Kurzy się w kącie. Fasada zbudowana z pomocą technologii i socjo-manipulacji błyszczy powabnie złotym cielcem,  obiecując spełnienie. Podejrzewający muczący niespokojnie i rozglądający się strachliwie, ponaglani są  przez bezkrytycznie rozanielonych. Igrzyska freedoom się rozpoczęły. Zalogowany?

Basen osobliwości

Decyzje. Codzienna rutyna. Powszedni nałóg. Chocholi taniec analiz, porównań wariantów.  Dumni wyborem nadymamy klatę i wciągamy brzuchy w oczekiwaniu na efekty i konsekwencje. Sztampowy sukces czy bezpańska porażka? Czy znowu się uda? Niestety … kolana.  :-) Gra pozorów i ułuda. Prawdy nie ma. Nie ma i nigdy nie było. Na początku było słowo. Kłamstwo. Reszta jest już prosta. „Racjonalne” życiowe decyzje. Mass media. Polityka. Przy zachowaniu odrobiny zdrowego rozsądku wystarczy i musi wystarczyć łut szczęścia, ślepy traf by sprostać.  Złożony na ołtarzu prawdopodobieństwa płyniesz w tym codziennym osobliwym basenie fałszu i obłudy zachłystując się „prawdą” kolejnego kłamstwa. A ty płyń

Partyzant

Zrzut udany. Znaleźć schronienie. Zamaskować się i przeczekać. Walka trwa. Cios może przyjść z każdej strony. Strategia przetrwania – tego potrzebuję. Zapasy są.  Wyjadacze pokażą co trzeba. Bez wsparcia nie masz szans. Główka pracuje – porcja wiedzy, szczypta improwizacji, garść szczęścia i kilo bezczelności. Skryć się i przeczekać? A może misja – ognisty rajd grając wszystkim na nosie?  Przeczekam. Musi się udać.
Życie.

Wrzuć monetę

Może by dziś opisać zwyczajność. Normalność. Obojętność. Matematycznie ujmując to średnia z ostatnich zarejestrowanych poziomów hormonów oraz ustalonej czułości receptorów radości i smutku. Im silniej naciągnięta guma radości tym boleśniejsze odreagowanie i huśtawka przywracająca równowagę. Nie ma nic za darmo. Truizm. Wrzuć monetę do automatu szczęścia. Co w przypadku gdy kieszeń pełna grosza? Przesterowanie, przedawkowanie bodźca prowadzi do ustalenia odporności i zobojętnienia nań. Co za dużo to niezdrowo. Kolejna prawda wyssana z mlekiem matki. Jak coś lubimy może warto celebrować i świadomie to sobie ograniczać by późniejsza satysfakcja była większa. Wytęsknione receptory jęczą z rozkoszy. Znów naciągamy gumę. Wielka radość. Na chwilę.

 

Przypomnimy to Panu hurtowo.

Odwracamy głowy. Odwracamy swoją uwagę. Gadżety i bzdety. Wszystko dobre żeby zapomnieć. Dalekim zakątkiem świadomości przeczuwamy, że tam jest. Otoczona woalem chłodnego spokoju. Pewna i nieunikniona. W natłoku zdarzeń i potoku złudzeń co jakiś czas wyrywani do tablicy zgłaszamy ustawiczne nieprzygotowanie. Taka młoda, widziałem go wczoraj – niemożliwe. Uff. To nie ja. Mam jeszcze czas.
Bzdura. Nieunikniony ciąg zdarzeń ma jasne i zdefiniowane zawczasu zakończenie. Warto każdego dnia pielęgnować i szanować dar życia oswajając równocześnie jego integralną część. Śmierć.

Web 3.0

Szarpanina. Dzień w dzień czujesz pulsujące w skroniach tętnienie. Mucha w smole. Krępująca pajęczyna powiązań i zobowiązań. To twoje decyzje. Twoje wybory.  Chitynowy pancerz narastający latami. Przerośnięty. Dziś przytłacza i nie pozwala swobodnie oddychać. Czy jest sposób na zostawienie choć na moment ślimaczego życia?  Czy istnieje sposób na pozostawienie tych wszystkich powszednich spraw lepiących się niczym pozostawiona na ławce przez żartownisia guma do żucia? Oaza wabi obiecankami wolności, wspanialszego, lepszego. Często okazuje się, że poszukiwane szczęście po dotarciu na plażę marzeń było li tylko mirażem.  Pajęczyna nie odpuści, jest częścią życia, częścią nas samych. Można próbować naciągać wrośnięte głęboko w tkankę nici, łudzić się namiastką wolności. Naprężona maksymalnie, misterna, tkana latami gumowa pajęczyna sprowadzi prędzej czy później śmiałka na właściwe miejsce.  Odpowiedzialny, porządny i uczciwy – trójka dobrych przyjaciół z boiska znów chce zagrać w piłkę.